piątek, 20 sierpnia 2010

Dzien 20

Poranek piekny, bo przy samej plazy. Wyspani i pelni energii po bezkomarzej nocy wstalismy i wskoczylismy w kostiumiki i na plazyne. Plazyna nadal piaszczysta i sloneczna. Nie ma to jak obudzic sie i odetchnac pelna piersia patrzac na piekny wschodzik slonca nad woda. Michal zmusil mnie do walki z 12 metrowym latawce po raz dziesiaty. Ja jak zwykle z lekka niepewnoscia, ale dalamsie namowic, ale jak mnie wystrzelilo ponad wode ( znowu ) po 30 minutach zrezygnowalam i zabralam sie za bardziej bezpieczny ale rownie ekstremany latawczyk ladowy.

Michal plywal, a ja sie oddalam lekturze Zapolskiej co i rusz zerkajac czy go gdzies za bardzo nie zwiewa oraz sluzac startowaniem iladowaniem kajta. Moj wzrok przykul mily obrazek faceta ktory zatrudnil 3 swoich synkow do noszenia kajtowego sprzetu. W koncu im wczesniej tym lepiej. Przyzwyczaja chlopakow.

Poplywalimy, wychylylymy 3 litry wody, poplazowalimy.

Ja oddalam sie kapieli i im dluzej zyjemy w takich polowych warunkach, wiem ze wstyd trzeba schowac w kieszen :).
Wieczorkiem zrobilismy sobie po raz drugi zapas spaghetti na 2 dni :). Smakowalo wysmienicie z winkiem. Zasiedlismy do blogowania az tu nagle.....i tu uwaga....najwieksza atrakcja wieczoru :) - ktos nam puka w westke, a to jakis grek z wloszka zakopali sie w piachu samochodem. Nasza westka tak uprzejma i pomocna raczyla wyciagnac na lince cichociemna parke :)

Jutro troche plywanka i w dalsza droge ruszamy...


























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz