poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dzień 2

Obudziliśy się zmarźnięci na kość. Zgrzytając zębami wzięliśmy prysznic na stacji za 2.60 (drogo!), śniadanko i za Malinką w trasę. Już na pierwszym przystanku jakaś stara złośliwa niemka zwrociła nam uwagę (oczywiście po niemiecku), że przez włączony Kuby silnik śmierdzi jej w samochodzie i nie omieszkała nam wypomnieć naszej narodowości. No cóż......mili ci niemcy. Benzyna się zaczęła kończyć, więc już wiedzieliśmy, że niemiecka stacja będzie grana.
Stanęliśmy na stacji i zatankowaliśmy do pełna.Odjechaliśmy kawałeczek i okazało się, że Kuby i Karo Maliniak odmówił posłuszeństwa. Nie chce odpalić. Jedna próba, druga, trzecia. AUTO KAPUTT!!! Grzebanie w silniku i kolejne próby odpalenia zakończyły się niepowodzeniem. Ponieważ rozkraczył się przy dystrybutorze trzeba było go przecholować w inne miejsce. Staliśmy się główną atrakcją na stacji, bo samochód wyciagaliśmy tyłem. Po przecholowaniu Kuby westy na pobliski parking okazało się, że po naszych busach zostały dwie wielkie kałuże benzyny.
Po wykonaniu paru telefonów do naszego czołowego mechanika,konsultanta telefonicznego - Roberta, odpaliliśmy Kuby weste z popychu.
Ufff zapalił :). Jednak trzeba było poszukać mimo wszystko mechanika na miejscu. Gdy już dotarliśmy do punktu naprawczego, Kuba pogrzebał w aucie i okazało się, że to wziąż powracająca awaria z kostką przy stacyjce. Yes yes yes - problem rozwiązany.

Przekroczyliśmy granicę Szwajcarską, gdzie miła Pani na stacji poinformowała nas, że w Szwajcarii jedyne winiety, ktore można kupić są na cały rok i kosztują aż 28 euro. Jednak perspektywa zapłacenia mandatu w wysokości 2000 euro przekonała nas, że warto ją zakupić.

Jedziemy dalej w kierunku Monako. Tym razem ja wzięłam kierownicę w swoje ręce i jazda za Karo. Powoli zaczęło robić się ciemno i nagle widzimy, że u naszych towarzyszy światła się nie świecą, a więc zjazd z trasy i sprawdzanie co się stało. Znowu awaria :(. Na szczęście chwila grzebania i okazało się, że korek się spalił. Uff kolejna awaria zażegnana.

Jedziemy dalej, ale już w poszukiwaniu noclegu. Stanęliśmy na przyjemnej stacji parę kilometrów od granicy Włoskiej. Zasłonki, toaletka i spać.




















Posted by Picasa

Dzień 1

Start

Przygoda się zaczęła całkiem zwyczajnie. Wyruszyliśmy z Wawy koło godziny 10 i tak wskoczyliśmy na naszą jedną z licznych autostrad ( i tu śmiech ) w kierunku Poznania. Nie śpiesząc się, bo i tak nasze strzały nam na to nie pozwalają, więc spokojnie turlaliśmy się po zakorkowanych naszych polskich drogach. Gdy już udało nam się wyskoczyć z korków i pojechać nieco szybciej, pojawiła się pierwsza niespodzianka. Zza krzaka wyskoczyła Pani policjantka z lizakiem, a że Kuba z Karo są Węstką prowadzącą, padło na nich. Pani poleciła Kubie założenie butów i wysiadkę z samochodu bo okazało się, że jego Malina przekroczyła dozwoloną prędkość.

Dialog: 
Policjantka: " Może Pan założyć buty?"
Kuba: "A mogą być klapki?"

Na szczęście urok osobisty i wyjątkowy dowcip Qbzy sprawił,że była to przygoda za 100 złotych i 4 punkty karne.


Dalej kierunek Frankfurt i drogą 87 do Lubinu. Już poczuliśmy zmęczenie, więc przy Dresden zatrzymaliśmy się na parkingu na spanie, bo rano dalej w drogę.





























poniedziałek, 8 sierpnia 2011

TRIP 2011 - LAZUROWE WYBRZEŻE, HISZPANIA, MAROKO, A MOŻE NAWET PORTUGALIA

Wreszcie zaczyna się nasza kolejna przygoda. Kierunek Tarifa, ale trasa będzie się rysowała jak zwykle w trakcie podróży. Tym razem próbujemy połączyć siły z drugą westką Karo i Kuby: http://podrozemaleduze.blogspot.com/

Spakowaliśmy już misia w teczke, oprócz kilograma moich ubrań (niestety poprzedni trip mnie niczego nie nauczył). Wszystko gotowe, westka stoi pod domem i podskakuje z radości na myśl o tych pięknych drogach, krajobrazach i miastach, które nas czekaja. Ja i Michał też już nie możemy zebrac myśli. Czas na nas. VIVA ESPANIA!!!!!!!!!!!!!!!!


Dzien 29

Nastepnego dnia pochodzilismy jeszcze troszke po Budapeszcie. Zalapalismy sie na festyn z dobrym jedzonkiem. Odpoczelismy w parku i dalej w droge ......................... do domu :).
Na tym konczy sie nasza pierwsza podroz WESTKĄ....


















Dzien 28 - BUDAPESZT

Co tu duzo gadac - w Budapeszcie bylo super. Dojechalismy z samego rana. Udalo nam sie dolaczyc do rzekomo darmowej wycieczki z przewodnikiem po miescie ( rzekomo, bo na koniec bylo co laska ). Piekne miasto, cale w starej zabudowie, podzielone na BUDA i PEST. Pozbawione jest wiezowcow co tworzy bardzo specyficzny klimat. Wszedzie oczywiscie papryka. Po paru ladnych kilometrach zwiedzania spotkalismy sie z nasza kolezanka Karolina, ktora wowczas tam mieszkala. Ugoscila nas cieplym obiadkiem, winkiem i prysznicem :).

Wieczorkiem zrobilismy wypad po knajpeczkach i imprezach w Budapeszcie. W drodze powrotnej dorwalam jakiegos kotka ulicznego, ktory strasznie sie do nas kleil. Bylo milo. Dzieki KAROLINA!

Po imprezie kimando na wielkim darmowym parkingu w srodku miasta.....